to przykre ale wiem z doświadczenia że z dysplastycznym psiakiem można żyć długo i szczęśliwie. Mój ś.p. briard miał przestać chodzić za rok po tym jak zdiagnozowano u niego dysplazję w wieku 8 mies a dożył 6 lat i gdyby nie wstrętne choróbsko to pewnie chodziłby jeszcze następne 6 lat. Grunt to wiedzieć co robić a czego nie robić z psiakiem i jego dysplazją.
Po długiej przerwie pomyślałam sobie że zapytam co słychać u Lotkowej rodzinki? Jak się miewają angliki z Zielonki? Nasza (U)Lotka najwyraźniej źle znosi zimę i ogólnie zimno i wilgoć. Najchętniej nie wychodziłaby z domu i nawet zdarzyło jej się kilka razy zsikać w domu bo "tam zimno i wilki jakieś"! Otóż nasza Pannica nie cierpi zimna! Pies który mieszkał w tak polowych warunkach najchętniej siedziałby pod kołdrą. Teraz jak spadł śnieg to Locia chodzi po nim jak po rozżarzonym węglu. Jeśli już ją zmusimy do wyjścia to szybko siusiu i wracamy! Jest w tym taka śmieszna Ogólnie mamy się całkiem dobrze, zdrówko dopisuje poza kilkoma wyjątkami. A co słychać u pozostałych białasków?
Ze złych wiadomości mam taką że Lotka ma chore serce Od dłuższego czasu utrzymywał się u niej taki dziwny kaszel który niepokoił zarówno mnie jak i a. No i wyszło szydło z worka - po usg i rtg serducha stwierdzili "niedomykalność zastawki i bardzo powiększona lewą komorę" - na rtg serducho zajmowało prawie całą klatkę piersiową Zalecenia mamy takie żeby zbyt dużo nie biegać - tylko tyle aby utrzymać kondycję - no i jakby się kaszel nasilił to wdrożymy leczenie lekami i tak już do końca życia. Loteczka jakby sama wiedziała ile może i jak na spacerku zaczyna mocniej kaszleć to zatrzymuje się aby odpocząć. Mniej więcej w styczniu lub w lutym wybieramy się na konsultację do kardiologa do Warszawy - dzwoniłam już do niego i wstępnie jesteśmy umówieni. Może przy okazji zaliczymy jakieś warszawskie seterkowe spotkanie?
z tymi spacerami to ja myślałam, że Max jest dziwakiem po 16.00, jak już się ściemnia, zimno i mokro na dworze - nie wychodzi na spacer. Co najwyżej na szybkie siku. Wczoraj odmówił wyjścia z samochodu, bo śnieg padał dopiero jak podjechałam pod wejście do domu - to truchcikiem do drzwi był trzymany chyba w dość podobnych warunkach jak angliki, tzn w zimnie i na dworze - więc zrozumiałe, ze ma uraz
szkoda tylko, że Lotce zdrowie nie dopisuje trzymamy kciuki, żeby było dobrze - powrotu do zdrowia!
FRANCO,
moja Wika od szczeniectwa nieomal w puchu wychowywana, ale zeby wyjsc na dwor gdy mokro, to co to, to nie. A gdy jeszcze jest ciemno do tego.... Lub z nieba cos kapie... Groza!
Po prostu sikamy nieomal na klatce schodowej, stojac na pazurach, zeby lapy sie z obrzydliwie mokrym podlozem nie stykaly, a potem w tyl zwrot, i - nie zwracajac uwagi na zbedny balast na drugim koncu smyczy - biegiem do domu polerowac lapy! NIeraz ludzie az przystawali popatrzec, jak to sie bernusiowa na spacer przemoca wywleka. My ja w jedna, a ona czterema kopytami i pazurami wbita w klatke schodowa i mowy nie ma, by poszla dalej. Za to z powrotem biegiem, i jazda za nia na podeszwach do domu.
Na dzialce lesnej zas, gdy jest ciemno, to porzadnie - zadnych swiatel, czarno jak u Murzyna... I Wika tez za nic nie wyjdzie, tylko w okrag swiatla...
No, wiec u niej to ja juz naprawde nie wiem, skad to sie bierze, bo w zyciu nie zaznala chlodu, wilgoci czy ciemnosci...
Pozdrawiam
Jestem bardzo zainteresowana Twoimi poczynaniami w sprawie serducha lotkowego.
Jestem w temacie, ponieważ cały czas mój Cyrus odkąd go mam jest na lekarstwach. Stwierdzono u niego niewydolność serca, któremu towarzyszy kaszel i na rtg widać , że 2/3 klatki piersiowej zajmuje serce, pomijam szmery w lewej komorze...
Ostatnio, ze względu na powiększający się kaszel, dawka leku wspomagającego układ krążenia, została trzykrotnie zwiększona. Zero reakcji, wszedł wobec tego następny lek, który jak widzę zadziałał. Kaszel zmalał o ok. 70%. Koszty tej kuracji ogromne i niestety już na stałe.
Pomimo takiej choroby, pozwalam Cyrusowi biegać tyle ile chce i ile może. Niech natura robi swoje... Na chwilę obecną jest po prostu szczęćliwy i tego mu nie zabiorę...
Venandi daj znać jak będziesz w Warszawie z Locią. Spacerki się odbywają co niedziela o 12.00 w Choszczówce. Chętnie się spotkamy. Pozdrawiamy Grażyna i Michał
_________________ Grażyna i Michał oraz Monka ,Bono i Myszorek
Kochani mamy wieści od Perełki. Z okazji Świąt kontaktowaliśmy się z p.Renatą. Perełka już jest całkiem zdrowa. Znakomicie się czuje u swoich właścicieli. Ma bardzo dobre warunki las ogród i co najważniejsze kochający DOM a w nich kochających LUDZI i to jest najważniejsze. Mamy zaproszenie do odwiedzin, co z nadejściem wiosny zrealizujemy. Pozdrawiamy
_________________ Grażyna i Michał oraz Monka ,Bono i Myszorek
Kochani pamiętacie seterki z Zielonki - dzisiaj mamy nowe wieści od Perełki. Dzisiaj z Grażynką trochę wspominaliśmy Perełkę i rodzinę Monki. Zadzwoniliśmy do p.Renaty . Bardzo się ucieszyła i powiedziała,że też myślała o nas. Perełka ma się dobrze . Przez ten rok przeszła już drugą operację wycięcia guzków sutek. Zagoiło się i jest ok. Teraz p.Renata walczy z zapaleniem uszu na tle bakteryjnym - trudnym do usunięcia i zaleczenia. W każdym razie korzysta z pomocy wetów w Olsztynie. Mamy nadzieję ,że będzie wszystko dobrze. P.Renata bardzo kocha Perełkę a jej synek Radek (3lata) to już przepada. Pani Renata obiecała przysłać płytkę z nagranymi zdjęciami Perełki, jak tylko naprawiony zostanie komputer - co jest dużym problemem logistycznym. Czekamy i zamieścimy fotki niezwłocznie na forum. Mamy też zaproszenie jak będziemy w okolicach Olsztyna aby odwiedzić Państwa i Perełkę. Ja tylko drogi nas tam doprowadzą na pewno odwiedzimy. Pozdrawiamy Grażyna, Michał, Monka, Bono.
_________________ Grażyna i Michał oraz Monka ,Bono i Myszorek
ko0chani perełka psychicznie czuje się dobrze. niestety zaniedbania poprzedniego właściciela powodują że ciągle ją ciągam po lekarzach do końca życia będzie brała tabletki na uszy bo ma tam pseudomonas a na to nie ma skutecznej terapii. bardzo mi jej żal bo chciałabym aby te dojrzałe lata spędziła możliwie miło. przez te guzy w piersiach boję się nowotworu i często każę oglądać vetowi. ale humor jej dopisuje choć nie lubi teraz chodzić na dwór bo jej zimno. woli spać i jeść zwłaszcza suszony chleb to jej specjalnie suszę. bardzo dziękuję pani grażynie i michałowi za finansową pomoc bo pozwala mi ona na szeroki dostęp do badań potrzebnych perełce. żyjemy spokojnie, choć jakieś wcześniejsze doświadczenia sprawiły że moja staruszka jest bardzo "angielska" tzn taka na dystans, zawsze niepewna. a może to głuchota bo perełka nie slyszy prawie wcale i żeby zareagować to musi widzieć moje miganie. pozdrawiamy serdecznie
_________________ miłość nie zazdrości nie, wszystko znosi, na wszystko ma nadzieje (1 Korynt. 13)
Pani Renato jeśli jest Pani zainteresowana pomocą w leczeniu pseudomonas proszę o kontakt na pw. Wyleczyłam z tego już 3 sunie i wiem że da się z tym uporać - w ostateczności robi się zabieg i uszy pozostają suche i nie bolą.
pozdrawiam
Pani Renato, ogromnie się cieszę, że po wielu miesiącach milczenia, zdecydowała się Pani napisać o Perełce na forum. Dobrze, że psinę udało się doprowadzić do takiego stanu w jakim obecnie się znajduje. Wszystkie psy z Zielonki były chore, niestety bardziej niż mniej. Nie da się ukryć, że wtedy nikt z osób, które pośpieszyły im z pomocą, nie zdawał obie z tego sprawy. Nikt nawet o zdrowie ich nie pytał, na szali leżało ich być albo nie być. Kilka dni później zostały by uśpione. Dobrze, że trafiły do dobrych ludzi o wielkich sercach. Ze swojej strony radzę skontaktować się z Venandi, uważam również, że jesteśmy w stanie pomóc Pani finansowo w dalszym leczeniu Perełki.
serdecznie pozdrawiam cieszę się że ktos mówi że można te uszka wyleczyć. ostatnio jest bardzo dobrze z uszkami ale za to jeszcze blizna po usuwaniu listw mlecznych troszkę się papra w jednym miejscu - tam było naczynko i jeszcze próbuje pracować. jest pod kontrolą lekarza, goi się powoli, zasuszam je. sunia czuje się dobrze. ma apetyt. i taka radosna jak skowronek. tylko tego klosza nie lubi na szyję co to go zakładam , żeby sama nie pracowała nad ranką. jak idziemy na spacer to go zdejmuję żeby jej było lżej. to tyle telefon do venandi mam i zadzwonię
[ Dodano: Sob 28 Lis, 2009 16:10 ]
a pieniążki mam od państwa z alfajet. pozdrawiam. jestemy w kontakcie choć nieregularnym bo nie mam kompa chwilowo
_________________ miłość nie zazdrości nie, wszystko znosi, na wszystko ma nadzieje (1 Korynt. 13)
Pozazdrościlismy Pablo 73, a raczej Safo i naszej Moneczce sprezentowalismy braciszka ( czasowo ). Piszę o tym na wątku seterów z Zielonki, gdyż Ikos też pochodzi z tego stada i był tym seterem, dla którego nowy dom znalazł pierwszy właściciel. Ikos zamieszkał na warszawskiej Starej Pradze. Samodzielnie chadzał na spacery. Jeden z takich spacerów zakończył się niestety pobytem na Paluchu . Innym razem schronienia szukał w pobliskim teatrze. Atmosfera teatralna tak zasmakowała seterkowi, ze stał się częstym gościem ( widzem ? ) tegoż teatru. W rezultacie zmienił własciciela, stając się przy okazji stałym uczestnikiem wydarzeń kulturalnych. Na seterka i jego pana natknęliśmy się u naszej wspólnej pani doktor i tak zaczęła się miła znajomość. Na dzisiejszą noc Ikos został nam wypożyczony. Tak to się plotą ( plączą ) seterkowe losy....
KIF_0803 [].JPG W pierwszym domu, w Zielonce, z ojcem, Dżacharem, lipiec 2004 rok.
Plik ściągnięto 515 raz(y) 46,4 KB
KIF_0798 [].JPG W pierwszym domu w Zielonce, lipiec 2004 rok.
Plik ściągnięto 515 raz(y) 46,71 KB
DSC05171 [].JPG Ikos u nas
Plik ściągnięto 515 raz(y) 47,75 KB
DSC05164 [].JPG Ikos u nas
Plik ściągnięto 515 raz(y) 34,27 KB
DSC05163 [].JPG Ikos u nas
Plik ściągnięto 515 raz(y) 41,4 KB
DSC05159 [].JPG Ikos u nas
Plik ściągnięto 515 raz(y) 45,49 KB
_________________ Grażyna i Michał oraz Monka ,Bono i Myszorek
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum